Gdańsk, dnia 09.03.2017 r.

 

Zwyczajny Sprawozdawczy Zjazd Delegatów TKKF

                                                            - Warszawa dnia 25.03.2017 r.

 

Szanowni Delegaci, Drodzy Przyjaciele,

Jako Delegat woj. pomorskiego mam ten komfort, że nie jestem uwikłany w poprzednie Prezydium Zarządu Głównego a tym bardziej obecnego, a także układów politycznych, nie muszę się także nikomu przypodobać. Mogę tylko wartościować i oceniam nie tylko deklaracje, słowa i intencje,  ale także fakty jakkolwiek banalnie to może brzmieć – róbmy swoje. Ale z drugiej  strony – nie tylko ja, więc apeluję do WSZYSTKICH o dyskurs.

Zabierajmy głos, kiedy trzeba, mówmy koniec „STOP, nie zgadzamy się”. Miejmy większą łatwość poprzez nabyte kompetencje występowania z wnioskami i podpisywania się pod petycjami, pójścia do posła, radnego uczestnictwa w spotkaniach i mówienia: „nie niszczcie!”, Nie pozwalamy – ponieważ jest to nasz wspólny dorobek. Mówmy: „możecie mieć inne pomysły na działalność, realizujcie je, ale nie marnujcie  przy okazji tego co dobrze zrobiono i nie niszczcie zaufania do bardzo zróżnicowanej i różnorodnej aktywności obywatelskiej w całej Polsce!” Faktycznie, w poprzednim Zarządzie Głównym,  Związki Stowarzyszeń K.F. TKKF może nie były do końca wysłuchiwane, a ich wnioski i prośby traktowane poważnie i wiele spraw szło jak po grudzie, ale jednak próbowano załatwiać na bieżąco sprawy problematyczne poszerzać spektrum programowe, inspirować i propagować  nie tylko wskroś związki, ale aktywności w całej Polsce poprzez kluby i ogniska. W ostatniej kadencji widzimy ciągłą dezintegrację, kolesiostwo, ustawiczne pomawiania, a poprzez to świadome lub co gorsza nieświadome doprowadzanie do niszczenia 60-cioletniej organizacji i do prowadzenia jej do upadku. Organizacji, której nasi poprzednicy poświęcili całe życie, często kosztem rodziny, rozwoju zawodowego, a nawet własnego zdrowia. W większości nie rozumiano nas jako działaczy – wolontariuszy i traktowani byliśmy często po macoszemu. Oczywiście, dzięki pojedynczym członkom, którzy rozumieli więcej i szerzej, trochę udało się nam zrobić m.in. rozbudować Ośrodek w Sierakowie, prowadzić na poziomie przystającym tak dużej organizacji biuro, a najważniejsze przejmować ogólnopolskie programy, imprezy w zakresie sportu powszechnego, oddziaływania prozdrowotnego, prospołecznego,..  w porozumieniu i pod patronatami federacji międzynarodowych, co przynosiło nam prestiż.

A przecież  świat nie stoi w miejscu i tyle się dzieje wokół nas, w działalności szeroko rozumianej kultury fizycznej, NGOs i polityki, że nie sposób tego skomentować i odnieść się do sprawozdającej się obecnej władzy TKKF w krótkim tekście. Co gorzej, wszystko to jest nieco mało poważne, chyba że chodzi o poważnie groźne skutki, jakich możemy się spodziewać w wyniku oderwania się władz Krajowego Związku od ideałów jakie przyświecały mu przy tworzeniu 60 lat temu, oraz działalności współczesnej TKKF i otoczenia. Te kopnięcia na górze i nowe wyborcze polskie układy i układziki w samorządach i inne awanturki osobiste. Bałagan prawny z reformami np. szkolnictwa i innymi aż głowa boli (nowa zapowiedziana lepsza zmiana i ciągle zmiany i zapowiedzi)a społeczeństwo i członkowie, pierwsze kroki kierują do nas - bo na bieżąco je odczuwają, a my służymy jako ten pierwszy zderzak.

 

Ale co gorsza, w naszych (choć może stronniczo wybranych) przedstawicielach jednak widzieliśmy nadzieję na lepsze w naszym ogólnopolskim stowarzyszeniu, bo jednak były symptomy na pomysł, by podnieść rangę spraw dotyczących organizacji, którymi dotąd zajmowała się związanymi z profilaktyką zdrowotną, aktywizacją ruchową i prosportową, eventami dla rozwoju i integracji. Słowem: obecna władza miała naprawić wcześniejsze niedociągnięcia i bardziej zainteresować się i wspomóc nowe mechanizmy występujące w organizacjach pozarządowych zajmujących się sportem dla wszystkich.

 

A obecnie zarząd nie tylko nie wspomaga, ale  „wykreślił ze swojej działalności programowej” całą Północną część Polski (woj.; pomorskie, zachodniopomorskie, warmińsko-mazurskie) nie przyznając jej przez ostatnie lata nawet przysłowiowej złotówki (także; Podkarpackiemu, Opolskiemu, a kolejnym jak Świętokrzyskie,.. znikome środki), tym samym widać zależy mu, aby Ogniska, Kluby  i związki tam istniejące jak najszybciej upadły, a sami mogli podzielić się zgromadzonym majątkiem TKKF-u. Choć prawo zapewnia wszystkim równy dostęp do funduszy nie tylko z MSiT w oparciu  o jasne i przejrzyste zasady i zamieszczanie ich w bip na właściwej stronie www. Widać, również do naszego tekakaefowskiego środowiska dotarł koncept wymiany elit. Tyle tylko, że ci, których się do tej obecnej „elity” zalicza, to żaden patrycjat, tylko po prostu ci bliżsi ucha prezesa, których pomysł, a może układy oceniono najwyżej  subiektywnie, a przedstawione „porozumienie” najbardziej spodobało się oceniającym z ZG. Nie wiedzieć także czemu zabezpieczono środki pieniężne z MSiT - z przyznaniem dla Zarządu Głównego, ca 86 tyś. zł. i dodatkowo ponad 40 tys.?. Niestety środków zawsze jest za mało, ale aby całkowicie wykluczyć ponad 1/3 tej bardziej aktywnej Polski to polityczne żerowanie na frustracji. Tym bardziej, że tam się odbywały w okresie przemian ruchy solidarnościowe. Każdy, kto działa w organizacjach – a my ją posiadamy, jej doświadcza, gdy widzi, że jego oferta choć doskonała nie uzyskała dofinansowania z powodu ”układu”. Przykro mi tym bardziej, że b. wielu z naszych przedstawicieli aktywnie uczestniczyło w fazie powstania TKKF i jeszcze przed jej powołaniem - 3. maja 1957 r. Dziś wielu z nich nie żyje, wielu czuje niesmak i zażenowanie oraz apatie, że zawalił się nasz plan, z którym się utożsamiali. Przecież od sześćdziesięciu lat Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej, powstałe na fali demokratyzacji polskiego życia po Październiku '56, organizuje zwykłym ludziom, bez wcześniejszych wielkich państwowych dotacji, sport i rekreację dla zdrowia w rodzinie, w zakładzie pracy, na osiedlu mieszkaniowym, dla dzieci, osób starszych,...jak i obecnie bez unijnych dotacji. Nie są to może wielkie wyczyny, choć bywały wielkie imprezy TKKF-owskie. Jednak w naszym mało usportowionym kraju naprawdę spora grupa społeczników przekonuje swych sąsiadów i kolegów w pracy do starej i sprawdzonej maksymy: w zdrowym ciele - zdrowy duch.

 

Jako woj. pomorskie możemy mieć szczególny żal także i osobisty stosunek do ludzi tej organizacji. Onegdaj Towarzystwo gdy Maciej K. wpadł w tarapaty w wyniku absurdalnego konfliktu - wydawało się „porządny człowiek”, pomogło mu podając rękę, aby miał z czego żyć, a gdański TKKF przytulił i dał jako takie oparcie, następnie rekomendacje do MOSiR, Woj. Wydziału Sportu, a następnie w Urzędzie Marszałkowskim. A on stał się grabarzem Pomorskiego TKKF, niszcząc i nie pomagając w województwie Ogniskom i Klubom TKKF, odrzucając ich aplikacje, wykluczając z możliwości korzystania ze środków publicznych nie reagując na wszelkie prośby o pomoc czy współpracę.  W taki to sposób pozbywając się wspaniałych i oddanych społeczeństwu ludzi, nie licząc się z tym, że prawdziwych pasjonatów sportu i turystyki mamy coraz mniej, a przedstawiony przykład oby się nie przeniósł na teren Polski. Pomińmy jednostkowych karierowiczów i cwaniaków - także w naszych szeregach, musimy wierzyć, że zdecydowana większość ma ambicje upowszechniać swe pasje wśród innych, mniej ruchliwych ludzi. Stać ich jest na to, że za zwyczajne "dziękuję" poświęcali  i dalej poświęcają własny czas, umiejętności i zdolności organizatorskie oraz wysokie kwalifikacje. Obecnie żyjemy przecież w demokracji czy nam się to podoba czy też nie, ale sami ją wybieramy. Mamy prawo do różnych poglądów, systemów wartości. Organizacja TKKF ma więc także prawo krytykować wysyłać takie e-maile, oceny, własne sprawozdania merytorycznie uzasadnione, jakie ma odczucia. Ale także jesteśmy odpowiedzialni za solidarność między sobą, za otwartość,  za budowanie zaufania – wtedy nawet skrajności są w stanie ze sobą współistnieć. A uzasadniona krytyka powinna dawać wartość dodaną, zwłaszcza, że nie jesteśmy w tym odosobnieni choćby po otrzymaniu przykrych materiałów z Dolnośląskiego TKKF, a w konsekwencji likwidacji wiodącego Ogniska ”Bakałarz” w Środzie Śląskiej, o co pytałem 15-go grudnia ub.r. na Zebraniu w W-wie,           nie otrzymawszy miarodajnego wyjaśnienia. 

Na niwie ogólnego braku zaufania do wszystkich i do wszystkiego nie możemy dać sobie wmówić, że nasza ogólna rzeczywistość musi być podobna do tej, jaką widzimy w relacjach z Sejmu i Senatu. Chyba nie musi. Mamy to szczęście , że dotąd nie była. Na wszystko nie mamy wpływu, w jaki sposób o tym opowiadają rządzący, ale miejmy wpływ przynajmniej na to co robią i jak się zachowują nasi przedstawiciele. Tutaj mam sugestie, bądźmy bardziej odpowiedzialni, bo sami często robimy i mówimy nieodpowiedzialnie, a nasze pokwitowania za czas sprawozdawczy bez głębszej analizy powoduje, że bierzemy na siebie część odpowiedzialności za często negatywne działania za którymi stoją osoby prące do konfrontacji i niezgody, bo w niej widzą swoją przyszłość(w mętnej wodzie....) narażając naszą działalność i spychając ją ku upadkowi. Jest jeszcze sfera współpracy naszej organizacji z konkretnymi ministerstwami. Widzimy choćby, jak wyglądał dialog w Ministerstwie i Sejmowej Komisji K.F. poprzednio i obecnie – zniknęły lub przestały działać konkretne ciała konsultacyjne, a także PROGRAMOWE. Nic więc dziwnego,           że będziemy otrzymywać tym samym coraz mniej bo przecież przez długoletnie nasze działania znamy historie konkursów, ich odwoływań już po rozstrzygnięciu, skierowanie pieniędzy dla „słusznych” organizacji, które nie powinny nawet przejść oceny formalnej, bo nie mają prawnych podst. i wystarczającego doświadczenia w określonym obszarze.

Powinniśmy jak najwięcej debatować, negocjować i nawzajem się wspierać a nie dać się podzielić. Obecnie, choć życie się wyraźnie skomercjalizowało, i tak naprawdę do końca nie wiemy kto ma w czym i w jakich decyzjach jakie interesy lecz ciągle ufam, że wśród naszych działaczy jest b. wielu oddanych nieskażonych członków i nadal w bodaj trudniejszych warunkach, robią swoje dla dobra innych. Bo czyż jest coś bardziej wartościowego od pracy dla innych? Człowiek w końcu tyle jest wart, ile potrafi zrobić dla swego otoczenia.

 

Ale prezes Zarządu Głównego Jerzy Kowalski  jest taką osobą, która jednak zna nasz sektor więc nie bardzo rozumiem sens jego działań, być może dał się wciągnąć w jakąś grę z której trudno mu wyjść ?. Gdyby to jeszcze w zarządzie brakowało osoby, która nie rozumie naszych działań i odpowiedzialności, przypomnę, że członkowie zarządu kolegialnie i indywidualnie odpowiadają przed prawem za podejmowane decyzje, a ostatnimi czasy ilość niekorzystnych wyroków sądowych i rozpraw rośnie w sposób niewspółmierny i za to wszystko trzeba będzie zapłacić.  Aż chciałbym zaapelować: Panie prezesie, chce pan zmieniać to wszystko co Pan obiecał i naprawiać? Zgoda, ale nie zgadzamy się na niszczenie 60-cioletniego dorobku i wizerunku organizacji, zaufania do nas wszystkich nie tylko Delegatów.

Nie zgadzamy się na tworzenie złego prawa i przepisów naszego stowarzyszenia, nie ujawniania szczegółów umów, uchwał, porozumień(zaległości)bez współpracy z naszym środowiskiem, na dzielenie TKKF na lepsze i gorsze. Nie możecie uciekać w przekonanie, że to nas nie dotyczy, bo jako członkowie TKKF i Obywatele jesteśmy równi wobec prawa, naszego Statutu, ale względem naszego niedoinformowania, skrytości Waszych działań i innych przekłamań zawsze jesteśmy słabsi, co nie oznacza bezsilni. Lecz wyjaśnianie tychże może odbić się niekorzystnym skutkiem na wizerunku TKKF i już częściowo się odbija.

 

Bo każda trudna kryzysowa sytuacja zawiera w sobie także szansę. To moment mobilizacji, odwołania się do prawdziwej, dobrze rozumianej działalności i solidarności, kreowania nowej zdwojonej energii, gromadzenia oddanych delegatów i członków oraz ułożenia hierarchii i przyjrzenia się wartościom, które nam towarzyszą w działalności społecznej na niwie kultury fizycznej. Wbrew wszystkiemu dla całego środowiska organizacji sportu dla wszystkich i zdrowia dla każdego jest to także moment wielkiej szansy.

Jako przedstawiciele wojewódzkich związków stowarzyszeń i Delegaci musimy wreszcie jasno komunikować, na co się nie zgadzamy. Chcemy, żeby to nasi przedstawiciele Członków byli poważnie i odpowiedzialnie traktowani, a ich wnioski były w dialogu z Zarządem Głównym, a nie po powiązaniach i prywatnych zażyłościach, chcemy, żeby procedura podziału i wydawania środków była jasna i przejrzysta.

 

Apeluję także o pojednanie oraz powołanie Komisji Negocjacyjnej i zapisanie jej w naszym Statucie wraz z własnym Sądem Arbitrażowym. Wierzę, że nastąpi prawdziwa integracja. Bo warto – tego sobie i wszystkim życzę – żebyśmy umieli sami się doceniać, kreować rzeczywistość, a nie tylko ulegać temu, jak ona obecnie wygląda, lecz niemniej mieć na nią baczenie i pod nią przygotowywać stosowne programy naprawcze na bazie aktywności kultury fizycznej. Wierzę, że tak działa Zarząd - bo każda władza ma prawo, a nawet obowiązek, przedstawić swoje nowe pomysły, zaproponować zmiany, wzmocnić i rozwinąć rozwiązania, które uważa za dobre. Ma też prawo wspierać pewne obszary, które szeroko realizują spektrum programowe i statutowe cele, które sobie stawia.   Ale nie ma prawa przy okazji niszczyć integracji i współpracy, wypracowanych standardów  i zaufania do efektywnych przez długie lata mechanizmów i procedur TKKF.

Czy naprawdę dla nowych UKŁADÓW  organizacji, warto dyskryminować i niszczyć cały sprawdzony przez ok. 60 lat system i zaufanie do działalności społecznej TKKF? Aby coś dostosować i poprawić nie trzeba od razu niszczyć wszystkiego ?. Jako pomorski delegat  dalej po prostu wierzę w ludzi, mimo że czasem efekty tych działań są przeze mnie bardzo krytycznie oceniane. Mam nadzieję, że te rzeczy dobre i bardzo dobre są jeszcze przed nami i nam się wydarzą.

Czego także wszystkim na Zjeździe życzę.

 

Marek M.Moneta (Pomorski Związek TKKF)